Chce byc sloncem na Twoim niebie, i ksiezycem byc ciemniej nocy. Porankiem budzacy nadzieje, kropla porannej rosy. Chce oceanem byc Twojej ziemi, tajemniczym wielkim glebokim. Chce kwiatem byc Twej polany, kwitnacym pod Twym dotykiem. Motylem na Twej lodydze, budzacym sie pieknem na swiat, rozwijac skrzydla szeroko, i leciec wysoko jak ptak. Do chmur Twoich wlosow, i nieba Twojego ciala. Szybowac bym chcial- lecz Ty mi nie pozwalasz. Wiec ide jak wielblad samotnie po suchych pustynnych piaskach, pilnujac iskry nadzieji by w morku nocy nie zgasla.
Oczy, usta, te wlosy,
jak z mych snow.
Glos Twoj, niczym syreny
kuszacy spiew karze plynac do Ciebie.
Pod wiatr, wbrew woli, wbrew rozsadkowi.
Kim jestes? Odpowiedz.
Pozwol sie dotknac,
pozwol mym zmyslom poczuc smak marzenia.
Na jedna krotka chwile.
Pozwol, a pozniej zniknij niczym fata morgana.
Ty, ktoras nigdy nie istniala.
Zniknij, i zostaw w pamieci wspomnienie tak silne.
Zostaw nadzieje, i wiare w marzenia.

