Mardak napisał(a):To Ci powiem, że jesteś biedna, bo naiwna. Patrzysz na kogoś, a czy ten ktoś nie może popatrzeć na Ciebie, Twoje uczucia i Twoje potrzeby? Tylko mi nie mów, że tej drugiej osobie Bóg nie każe się poświęcać dla Ciebie, bo padnę.
Nie, być może nie wierzy tak mocno, albo nie jest wystarczająco silna... Są różne powody, może po prostu nie chcieć być ograniczaną przez sprawy wiary, jak ty. Różne możliwości, mnóstwo jest takich, Bóg niczego nie musiał jej mówić.
A co do mnie - nie czuję się biedna, ani naiwna. Wierzę Bogu i nie uważam tego w najmniejszym stopniu za naiwność. Przeczytałam niedawno, że pewien prosty ksiądz przybył do małej parafii i tam przez swoje wielkim zaangażowanie stał się najpierw przedmiotem plotek miejscowych ludzi, a potem nawet publicznie przez nich besztanym. Pewnego dnia, przechodząc przez jakieś gęsto zaludnione miejsce, usłyszał śmiechy i różne niepochlebne słowa o sobie. Stanął przy ludziach, od których to usłyszał i powiedział - ''Człowiek może dać drugiemu tylko to, co ma najlepszego.'' I według tego chciałabym żyć. Chociaż nie zawsze wychodzi, co normalne.
Ale nie rozmawiajmy tu o tym, bo temat nie jest ku temu.
Fał napisał(a):Yyyyy... że co? Czyli nawet nieświadome zranienie drugiego człowieka jest gorsze niż świadome zarzynanie samego siebie poprzez marginalizowanie własnego dobra?
Oczywiście, że nie. Niedobre jest stawianie własnych potrzeb ponad potrzebami drugiego człowieka. I nie trzeba się wcale zarzynać, żeby zwyczajnie komuś pomóc. A że wymaga to trochę wysiłku, cóż, ten wysiłek nas kształtuje.
Nie multipostuj. Łączę. /Mardak